Zaczęli od food truck’a (taki mamy klimat) i dzięki niemu stali się sławni oraz rozchwytywani. Każde miasto zacierało ręce, aby porwać ich do siebie, chociażby na jeden weekend. No i w końcu BENG, stało się – zamieszkali na ulicy Włodkowica we Wrocławiu, jakoś na jesień ubiegłego roku. I właśnie gdzieś w tym momencie zaczęliśmy słodko marzyć, aby w końcu ich zjeść…

PODEJŚCIE I

Biegliśmy od dworca, z telefonem w ręce, szukając TEGO adresu. Nasze żołądki płakały naprzemiennie z głodu, a głowa (zarówno jedna jak i druga) myślały o tych azjatyckich bułeczkach, sajgonkach oraz ogromnym talerzu pad thai’a…a tu szybki, (bardzo) zimny prysznic i kolejka na naście osób. O nie kochani, my nie mamy czasu dziś czekać :< żołądki zawyły z rozpaczy…

PODEJŚCIE II

Tego dnia wygospodarowaliśmy specjalnie większy zapas w kalendarzu, aby móc czekać na stolik do skutku. Miła niespodzianka – kolejki brak, a nawet kilka miejsc wolnych, tak że mieliśmy szansę wybrać gdzie chcemy zasiąść. Wzięliśmy menu, zaczęliśmy przeczesywać je namiętnie i gdzieś w tym momencie kelnerka powiadomiła nas, że piwko możemy przynieść z AleBrowar – multitapu mieszkającego po sąsiedzku – fajnie, miło i pomysłowo. 2 sekundy później ON zniknął za drzwiami kierując się na prawo…

W MENU:

#1 MISKA AZJATYCKIEJ KOMPOZYCJI /18 zł/
a w niej: THAI ROLL, SAJGON ROLL, SPRING ROLL oraz KURA W PANKO

#2 MISKA MINI MAŚLANEJ KOMPOZYCJI /30 zł/
czyli: 3x buły bao z BOCZKIEM, KREWETKĄ PANKO oraz KURĄ PANKO.

#3 MISKA MIĘCHA Z BUŁĄ /18 – 22 zł/
i tutaj mamy burgery bao w wersji parowanej lub parowanej, a następnie grillowanej.

#4 PAD MICHA /22 – 24 zł/
do wyboru z kurą, krewetką i wege

#5 BEEFBAO /25 zł/

#6 RAMEN MICHA /30 – 35 ZŁ/
na bazie MISO KOTTERI z wieprzowiną chaschu lub crispy pork belly

#7 SŁODKA MISKA /14 zł/
brownie z musem mango, biała domowa nutella z orzechów nerkowca i kokosu oraz pieczony banan w kokosie

Długo nie czekaliśmy, na co też byliśmy w sumie przygotowani czytając opinie w internecie. No cóż, chyba to był nas szczęśliwy dzień. Zamówiliśmy: #1, #2 oraz #6 z wieprzowiną chaschu.

Zaczęło się od sajgonek i kuraka. Kura była bardzo soczysta, idealnie biała, a utulające ją panko chrupiące. THAI ROLL fajnie dawało kolendrą po kubkach smakowych, a SPRING ROLL było przyjemnie orzeźwiające za sprawą ogórka i robiło za sympatyczną odskocznie od swoich smażonych sąsiadów. SAJGON ROLL – w porządku, 6,5/10, czegoś zabrakło. Pierwszy talerz – zjedzony. Czas na cięższe kąski!

Baliśmy się, że nie podołamy dwóm ramenom więc zamówiliśmy jeden, z wieprzowiną chaschu (30 zł). Co nas zaskoczyło BARDZO pozytywnie to to, że kuchnia bez problemu rozłożyła nam bulion oraz dodatki na dwie michy – dzięki!

Bulion na bazie MISO KOTTERI* – opisany w menu jako wywar ciężki, bogaty, gotowany na kościach wołowo-wieprzowych, z makaronem ramen oraz jajkiem sous vide.

I tu się trochę nie zgodzimy, ponieważ określilibyśmy go jako „przyzwoity”, ponieważ brakowało mu właśnie tej ciężkości i wyrazistości. Zabrakło tego aromatu i smaku w wywarze. Za to makaron sprężysty, taki jaki powinien być. Z dodatków najbardziej spodobały nam się grzyby shimeji, które na dłużej zapadną nam w pamięci. Aha, no i trochę smutek, że jajko sous vide, a nie ajitsuke :< (ale było idealnie płynne!)

W połowie ramenu przybiły do stołu bułeczki bao. I tu minus bo zanim dokończyliśmy ramen to bułki były już chłodne. Niemniej jednak strasznie spodobało nam się samo danie i to, że możemy zamówić 3 różne buły i spróbować wszystkiego – genialna propozycja dla wszystkich niezdecydowanych (czyli nas).

Bułki BAO – smaczne. Ale trochę bardziej zbite i mniej puszyste niż te, które jadamy zazwyczaj w naszej okolicy. Ale ten boczuś…ojej. Tak strasznie soczysty, a ta glazura z limonki i sosu hoisin…azjatycka nuta i ten smak, genialne – chyba najlepsza kompozycja z całej trójki!

W opcji z KURĄ PANKO doszukaliśmy się wassabimajo, które pasowało jak ulał. Dodatkowo kura i krewety były w bardzo smacznych, chrupiących panierkach – perfect. We wszystkich bao były orzechy, których ONA jest absolutną fanką (tak więc kupili JEJ serducho już na starcie…). Same kompozycje ciekawe, nietuzinkowe, absolutnie zadowalające (tylko ten pomidor jakoś nie pasował… ). Ale ogólne wrażenia na duży plus! (ah ten boczuś…❤️).

Mocno najedzeni, oczarowani ogromem smaków, uzbrojeni w spory materiał, wstaliśmy, zapłaciliśmy przy standzie (super pomysł! nie musimy czekać na rachunek przy stole) i wyszliśmy. Wrażenia? Jest dobrze ale gdzieniegdzie czegoś nam brakuje. Czuć tą Azję, obsługa jest miła, ceny w porządku ale to „coś” gdzieś umyka – a to w kompozycji, przy jakimś niedociągnięciu, może trochę w bulionie (😉). Niemniej jednak na pewno jest to ważne miejsce na gastronomicznej mapie Wrocławia, które trzeba odwiedzić!

* bulion klasyfikuje się jako kotteri (bogaty i ciężki, bardziej tłusty i mętny) lub assari (lekki, delikatny, przejrzysty)
** ajitsuke – jajko marynowane; w idealnym powinno być ścięte białko, a żółtko pięknie złote, kremowe, płynne

Facebook / Instagram / Strona internetowa

Osiem Misek
Włodkowica 27, Wrocław