Ten post miał nie powstać, ponieważ ta kolacja miała być całkowitym resetem od rzeczywistości. Ale nasi drodzy, to było tak intrygujące doświadczenie, że zwyczajnie nie wytrzymaliśmy. Do konkretów.

Na początku listopada ruszyliśmy do Kielc świętować urodziny połowy naszego team’u. Padło na potencjalnie najlepszy sushi bar w Polsce, czyli Sushiya, do którego ludzie przyjeżdżają specjalnie z Warszawy, Sopotu czy nawet Berlina. Właścicielem i sushi masterem jest Michał Kostrzewa, który wcześniej pracował w krakowskim, kultowym Hana Sushi (oczywiście nie mówimy o tej sieciówce), pod okiem Taiyo Junga.

Co do samego miejsca to lokal jest niewielki, ale w klimacie – gdzieniegdzie leżą wysuszone części ryb, na ścianach i w dekoracjach widać nawiązania do Japonii i kultury wschodu, a w powietrzu unosi się zapach wasabi i zielonej herbaty. Zasiedliśmy przy kontuarze i czekaliśmy na magiczny start zestawu omakase (249zł/os.). 

Omakase znaczy “I leave it up to you”, co w wolnym tłumaczeniu może oznaczać „oddaję wybór tobie”. W praktyce w Japonii przekłada się na to, że ja (gość) zamawiając “omakase” zostawiam wolną rękę chef’owi, sugerując tylko kwotę jaką chce przeznaczyć. Omakase to idealna forma, aby wykorzystać sezonowość produktów oraz kreatywność i umiejętności sushi masterów.

Wracając do nas – całemu doświadczeniu towarzyszył nam nieustannie sushi chef, który wytrwale tłumaczył wszystkie procesy, rodzaje konsumowanych ryb, sposoby ich sezonowania, uśmiercania i przyrządzania. Z tego względu Wam też polecamy usiąść przy barze, dzięki czemu dowiecie się co nieco o rybie, którą właśnie konsumujecie. Co więcej, nigiri chwilę po uformowaniu trafi na talerzyk, a sekundę później (całkowicie świeże) do Waszych ust.

Tego wieczoru zostaliśmy uraczeni aż 16 kawałkami nigiri oraz dodatkowo Ebi Shinjo i bulionem. Zanim zaczęliśmy, chef wyciągnął ryby aby osiągnęły temperaturę pokojową, a następnie przygotował wasabi na tarce ze skóry rekina, aby uzyskać stosowną konsystencję świeżej pasty (wasabi występuje w formie byliny).

Co wyróżniało to nigiri od innych to ryż – inaczej zaprawiony niż zazwyczaj, a przez to lekko słonawo-kwaśny, sprężysty, o wyczuwalnej teksturze, bardziej sypki niż przy klasycznym sushi. Ze względu na delikatność formy, zachęca się do odłożenia pałeczek na bok i jedzenia rękami.

Tego wieczoru przez nasze ręce przewinęły się ryby białe, czerwone i owoce morza, m.in.: Cefal, Kalmar, Seriola, Tuńczyk Błękitnopłetwy, O-toro, Przegrzebek, Oboro hosomaki, Makrela, Pagrus i wiele więcej.

Nie każdy kawałek całkowicie trafił w nasze gusta, ale każdy z nich był przygodą, podczas której mogliśmy wybrać swoich faworytów – i o to w tym chodzi. O odkrywanie smaków, tekstur i różnic. Sushiya słynie z eksperymentowania z różnymi technikami marynowania (czy to w koji, sosie sojowym lub bulionie z glonów kombu) czy sezonowania (okres sezonowania zmienia strukturę mięsa, nadając rybie coraz to nowsze aromaty; niektóre ryby dojrzewają nawet 4 miesiące!), dzięki czemu każdy kawałek tej sama ryba może smakować inaczej.

Całe doświadczenie było warte swoje ceny (mimo, że wydaliśmy ponad 500 zł na dwie osoby). Jeśli tylko możesz sobie pozwolić na taką przyjemność oraz ciekawi Cię kuchnia japońska to spróbuj tego. Przez te 2 godziny poczuliśmy się jak w prawdziwej Japonii, dzięki czemu zmieniliśmy całkowicie swoje spojrzenie na sushi.


Jedzenie:5 out of 5 stars (5,0 / 5)
Wystrój lokalu:5 out of 5 stars (5,0 / 5)
Obsługa:5 out of 5 stars (5,0 / 5)
Cena:4 out of 5 stars (4,0 / 5)
Average:4.8 out of 5 stars (4,8 / 5)

Facebook / Instagram

Sushi-Ya

Świętego Leonarda 1/G, Kielce

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *